IV. Runda Driftingowych Mistrzostw Polski w Karpaczu

W dniach 1-2 Września odbyła się najtrudniejsza runda driftingu w kalendarzu DMP. Zawody driftingu na publicznej, górskiej drodze w Karpaczu to pierwsza tego typu impreza w Europie.

Trasa zawodów prowadziła górską serpentyną, znana m.in z Rajdu Karkonoskiego

Drifting, czyli jazda w kontrolowanym poślizgu, narodził się w Japonii. Inaczej niż w ostatnich latach pierwsze zawody odbywały się na publicznych, górskich drogach – nie na torach wyścigowych. Tą prawidłowość przełamała Polska Federacja Driftingu organizując właśnie w Karpaczu pierwszą i jedyna górską rywalizację drifterów na Starym Kontynencie. Przez wielu ”Touge Drift” jest uważany za najtrudniejszy driftingowy event w Europie – po dwóch dniach bacznej obserwacji rywalizacji na ulicy Karkonoskiej, śmiem stwierdzić, że nie mija sie to z prawdą. Jeżeli znacie bardziej niebezpieczną, widowiskową oraz wymagająca rundę driftu w Europie, komentujcie – chętnię na takową się wybiorę i porównam.

Dzień pierwszy – treningi, kwalifikacje i złośliwa pogoda

W pierwszy dzień zawodów największym utrudnieniem dla zawodników jak i kibiców była pogoda – w zasadzie dopiero późnym popołudniem przestało padać, lecz do ostatniego przejazdu asfalt pozostał mokry.

Dzień drugi – idealne warunki pogodowe, zawzięta rywalizacja i … pijani kibice

Niedziela, już z idealnymi warunkami do driftowania rozpoczęła się od dokończenia kwalifikacji. Niestety przez dość duże opóźnienia związane z problemami technicznymi (brak prądu spowodowany ”ścięciem” przez jednego z kierowców latarni), licznymi wypadkami oraz co najgorsze pijaną hołotą nieobliczalnych i awanturujących się ”kibiców”, odwołana została rywalizacja w Top 32 oraz sesja autografów.

Bezpieczeństwo na tego typu zawodach to temat, który niedługo się zajmę i głębiej opisze. Więc teraz tak w skrócie. Zabezpieczenie trasy było w wielu miejscach niewystarczające (chodzi mi głównie o tzw. ludzi od pilnowania porządku na trasie – żenada). A ci z koszulkami ”Safety”, którzy przykładali się do roboty im powierzonej (nieliczna grupa), powinni zostać wyposażeni w paralizatory lub kilka stanowisk snajperskich, żeby zapanować nad niepokornymi widzami.

Wracając do rywalizacji – po zawziętej rywalizacji w Top16 i Top8, pozostało czterech najlepszych kierowców, którzy zmierzyli się w półfinale, czyli Top4. Trela w parze z Hypkim, oraz Stolarski rywalizujący z Bochenkiem – dwa bardzo emocjonujące, szybkie i efektowne pojedynki. Do finału dostali się Paweł Trela oraz Maciej Bochenek, a walkę o trzecią lokatę wygrał Grzegorz Hypki w swoim E30 z silnikiem od Corvette.

Dramatyczny finał – górą Maciej Bochenek jadący Nissanem 200SX S13

Powiem szczerze, że oglądając przejazd finałowy byłem pewien, że zwycięstwo odniesie Trela. Jednak dym i plama oleju rozwiały wszelkie wątpliwości. Ponad 500 konny silnik Nissana Pawła Treli nie wytrzymał zabójczego tempa i 15 metrów od mety wyzionął ducha. Pechowy finał dla Treli, ale jakże szczęśliwy dla Macieja Bochenka, który zwycięstwem w Karpaczu zapewnił sobie powrót na szczyt tabeli klasyfikacji generalnej DMP.  Pod koniec Września runda finałowa na Torze ”Poznań” – tam wszystko się rozstrzygnie.

WYNIKI 

Jedna myśl na temat “IV. Runda Driftingowych Mistrzostw Polski w Karpaczu”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.